- Jeśli nic nie zrobimy, do 2060 roku zostanie nas połowa i staniemy się piękną, pustą sypialnią dla emerytów, bo młodzi nie mają tutaj gdzie budować domów, gdzie podjąć pracę. Także status miasta jest to magnes na inwestorów i sygnał, że tutaj w Iłowie jest przyszłość, jest szansa na rozwój – mówi wicewójt Gminy Iłów Anita Głażewska.
Władze Gminy Iłów czynią starania o przywrócenie praw miejskich swojej miejscowości. Dotychczasowe działania to swego rodzaju budowanie merytorycznego gruntu dla takiej inicjatywy.
Samorząd zaprasza ekspertów, trwają debaty z udziałem mieszkańców. Władze gminy starają się odpowiedzieć na wszystkie pytania i rozwiać wątpliwości.
Jak mówi wicewójt Anita Głażewska, ta sprawa ma nie tylko formalny wymiar.
- Gdyby chodziło tylko o tabliczki na urzędzie, nie marnowalibyśmy czasu mieszkańców. Jest to walka o wolność decydowania o własnej ziemi. W 1870 roku car odebrał nam prawa miejskie za karę, za udział w Powstaniu Styczniowym, czyli za patriotyzm. Utrzymanie Iłowa w statusie wsi to podtrzymywanie tamtej kary.
Wprawdzie życie na wsi ma spory walor bezpieczeństwa i spokoju, zdaniem Anity Głażewskiej jednak Iłów zmaga się z dużym zagrożeniem demograficznym.
- Od 1972 roku liczba dzieci w naszej gminie spadła dwuipółkrotnie. Jeśli nic nie zrobimy, do 2060 roku zostanie nas połowa i staniemy się piękną, pustą sypialnią dla emerytów, bo młodzi nie mają tutaj gdzie budować domów, gdzie podjąć pracę. Także status miasta jest to magnes na inwestorów i sygnał, że tutaj w Iłowie jest przyszłość, jest szansa na rozwój. Status miasta to silniejszy rynek zbytu i lepsza infrastruktura dla wszystkich, także dla rolników.
Podczas debat mieszkańcy często pytają o podatki, obawiają się, że miasto oznacza ich znaczny wzrost.
- To najgroźniejszy mit. Jest to kłamstwo, którym można karmić ludzi, by utrzymać dotychczasowe status quo. W ustawie o podatkach lokalnych nie ma pojęcia stawki miejskiej. Podatki lokalne zależą od uchwały rady gminy, a nie od nazwy miejscowości. Każda rada gminy ma pełną swobodę w ustanowianiu stawek w ramach ustawowych limitów, które są identyczne dla miast i wsi.
Jak przekonuje Anita Głażewska, jako miasto Iłów zyska dostęp do funduszy spójności i rewitalizacji, którego teraz nie ma.
O swoje finanse nie muszą się także martwić rolnicy.
- Jest to sprawdzone w setkach miejscowości, które odzyskały prawa miejskie. Rolnik w mieście do 5 tysięcy mieszkańców zachowuje każdy przywilej, KRUS, dopłaty bezpośrednie, niski podatek. Nic się nie zmienia w ich portfelu, natomiast zmienia się wartość ich gruntu i to na plus. Obecnie Iłów dysponuje wysokiej klasy gruntami klasy trzeciej. Ponad połowa miejscowości to właśnie jest ta trzecia klasa. Przez to stajemy się zakładnikiem sztywnych procedur centralnych. Każda próba wydzielenia działki budowlanej na budowę dla dziecka jest dziś żmudną i niepewną procedurą, która kończy się albo zgodą, albo brakiem zgody ministra. Jest to proces wieloletni, który paraliżuje rozwój prywatnych majątków naszych mieszkańców. Status miasta wprowadza tutaj radykalne zmiany. Następuje ustawowe uwolnienie gruntów spod rygoru ochrony rolnej, czyli to, co dziś wymaga zgody Warszawy w granicach miasta dzieje się z mocy prawa, niejako automatycznie. Przekształcenie Iłowa to w rzeczywistości bardzo potężna operacja finansowa na korzyść mieszkańca. W jednej chwili wartość gruntów mieszkańców może wzrosnąć z poziomu cen ziemi rolnej do pełnowartościowych stawek inwestycyjnych.
Wśród plusów przywrócenia praw miejskich Iłowowi, Anita Głażewska wskazuje także pewną wolność planistyczną dla samorządu, jego większą samodzielność i niezależność administracyjną.
Kolejna debata w gminie w tej sprawie odbędzie się 4 marca, zaproszeni są wszyscy zainteresowani mieszkańcy.