Zamknij
REKLAMA

Zostali jak stali: dramatyczny apel o pomoc

14:21, 16.06.2018 | Monika Figut
REKLAMA
Skomentuj

- Byłam na podwórku, gdy zobaczyłam, że z domu wydostaje się dym. Pobiegłam do babci, bo ona była wtedy sama w domu. Ona nie rozumiała, co ja chcę, ale rozumiała, że krzyczę. Nie czekałam na to, żeby wstała, tylko wybiegłam z domu szukać pomocy  - opowiada Grażyna, matka dwóch córek, żona Waldemara. Babcia, o której mówi, ma 99 lat. Wszyscy przeżyli, ale zostali jak stali. Stracili cały dobytek.

 

Jest sobota, 9 czerwca 2018 roku, godzina 10.00 rano. We wsi Łady, w gminie Iłów, powiat sochaczewski, życie toczy się jak zwykle. Większość mieszkańców pracuje.

- Byłyśmy  na truskawkach, słyszałyśmy, że straż jedzie, ale nie myślałam, że to do nas – opowiada o sobie i siostrze Krysia, córka Waldemara. Jego też wtedy nie było. Jakieś dwa kilometry od swojego siedliska ciął łąkę.

- Już jedną łąkę ściąłem, zacząłem ciąć przy drodze, kiedy znajomi ludzie się zatrzymali i powiedzieli, że mi się dom pali.

Gdy wszyscy przyjechali na miejsce – domu już nie było.

- Byłam na podwórku, gdy zobaczyłam, że z domu wydostaje się dym – wspomina te dramatyczne chwile Grażyna żona Waldemara. - Pobiegłam do babci, bo ona była wtedy sama w domu. Nie rozumiała, co ja chcę, ale rozumiała, że krzyczę. Nie czekałam na to, żeby wstała, tylko wybiegłam z domu szukać pomocy. Tu, do tego sąsiada krzyczałam, chciałam biec do drugich sąsiadów, ale nie doleciałam, wróciłam na podwórko akurat jak babcia się przewróciła. Kiedy jej pomagałam, przybiegli sąsiedzi, dosłownie w dwie minuty przybiegli, gdy zobaczyli dym. Razem żeśmy babcię wyprowadzili. Z domu to już nic się nie dało wyciągnąć, tak szybko się wszystko zajęło. Dzisiaj powoli dochodzę do siebie, ale w ten dzień, gdy to się zdarzyło, nic nie wiedziałam, nic.

- Spaliło się wszystko, dom, obora, no, telewizor, komputer, wieżę miałem Technicsa, czteroczłonową taką, kolumny sto pięćdziesiątki. Jestem pasjonatem książek historycznych, militarnych. No, miałem tych kolekcji troszeczkę różnych takich, już ich nie ma. Jestem filatelistą, siedem klaserów znaczków mi się spaliło – Waldemar Ambroziak jest rencistą, dorywczo uprawia rolę. Szczerze opowiada, że sporo w życiu przeszedł:

- Na dzień dzisiejszy nie stać mnie na nic. Mam rentę 800 złotych. W zeszłym roku miałem operację na serce, spędziłem pół roku w szpitalu. Pięć lat temu skończyłem walkę z nowotworem, wtedy również pół roku spędziłem w centrum onkologii na Ursynowie. Jak człowiek niezdatny do pracy, to jak ma się dorobić? Klatka piersiowa rozcięta od góry do pępka. A teraz jeszcze to.

Młode, ale dorosłe córki Waldemara bezskutecznie szukają pracy, Krysia od kilku lat, Magda od roku.

- Skończyłam Specjalny Ośrodek  Szkolno-Wychowawczy w Lesznie. Uzyskałam tytuł cukiernika. Miałam praktyki w Chodakowie w Chodakowiance. Moja siostra Magda skończyła szkołę zawodową jako sprzedawca, potem poszła do Ogrodnika na technika ekonomistę – wylicza Krysia. Łapią się pracy dorywczej, przeważnie zbierają owoce, jabłka, wiśnie, truskawki.

Z ich domu nie została nawet jedna ściana. Z obory też niewiele. Tymczasowego schronienia udzielili im sąsiedzi. Córki mieszkają w domu sąsiadów, Waldemar z żoną w przyczepie kampingowej użyczonej przez innych sąsiadów. 99-letnia babcia przebywa obecnie w szpitalu w Sochaczewie. Rodzina czuwa przy niej na zmianę. Podczas ucieczki z płonącego domu przewróciła się i złamała biodro. Lekarze rozważają operację, choć ze względu na sędziwy wiek pacjentki, może to być niemożliwe.

- Okazała pani wiele serca rodzinie Ambroziaków i udzieliła im dachu nad głową w tej trudnej sytuacji - zwracamy się do Bożeny Skrzyneckiej, bliskiej sąsiadki pogorzelców.

- No, nie tylko ja, bo również mąż i dzieci, cała rodzina. Bo trzeba się trzymać z innymi też jak rodzina. Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło – Bożenie łzy napływają do oczu, nie może mówić.

- Naprawdę trzeba się ukłonić pani Bożence – przejmuje rozmowę sołtys Elżbieta Budnik. – Ona wiele serca dała rodzinie Ambroziaków nie tylko po pożarze, ale i wcześniej. Oni tu żyli jak rodzina i wspierali się nawzajem. Babcia to tylko o Bożence mówi, kiedy bym z nią nie rozmawiała.

Pomoc napływa nie tylko od najbliższych sąsiadów. Z poszkodowaną rodziną solidaryzuje się cała wieś, ale i dalej, strażacy z OSP Kamion jako pierwsi w mediach elektronicznych zarządzili zbiórkę niezbędnych rzeczy. Mieszkańcy ofiarowali wiele ubrań, pościel, jedzenie, środki chemiczne.  Pod tym względem rodzina jest już zabezpieczona.

- Nasze sołectwo pożar dotyka już po raz szósty – mówi Elżbieta. – My jako mieszkańcy poradziliśmy sobie ze wszystkimi i myślę, że z tym też sobie poradzimy. Dotyka nas wiele rzeczy ciężkich, ale i dobrych. Ludzie są wspaniali.

Teraz najważniejsza jest odbudowa domu.

- Gmina, ale też sąsiedzi, pani sołtys, mieszkańcy, strażacy, od razu zaczęliśmy działać po tej tragedii – mówi wójt Iłowa Roman Kujawa. – Najważniejsze oczywiście było i jest znalezienie nowego lokum. W grę wchodziły dwie lokalizacje. Jedna po strażnicy w Ładach, ale to obiekt w stanie surowym, więc nie bardzo się nadawał do szybkiego zamieszkania. Natomiast druga nieruchomość to pustostan, ale to dom w dobrym stanie, po prostu obecnie nikt w nim nie mieszka. Znajduje się niedaleko, może kilometr od gospodarstwa państwa Ambroziaków. Uzgodniliśmy przeprowadzkę z właścicielką domu, poszkodowana rodzina dostała już klucze.

W każdej chwili mogą się tam przeprowadzić, ale chcą jeszcze poczekać, aż babcia wyjdzie ze szpitala.

Gdy jesteśmy na miejscu, przyjeżdża ubezpieczyciel. Bo dom na szczęście był ubezpieczony. Dopiero po oszacowaniu przez niego strat, pogorzelisko będzie można posprzątać.

- Jeszcze myślimy, jak skutecznie zorganizować to sprzątanie – mówi sołtys. – Myślę jednak, że wspólnymi siłami damy radę. A potem przystąpimy do budowy domu.

- Nie chcemy być u kogoś, gdzieś, chcemy być u siebie – mówi Grażyna, jej głos wyraźnie drży. – Mamy drób, mamy krówkę jedną, nie chcemy nigdzie tego wywozić, chcemy żyć jak dawniej.

- Rozmawiam już z zakładem energetycznym w kwestii pomocy – mówi wójt Kujawa. - Jeden z producentów cegły zaoferował, że praktycznie po kosztach przewozu przekaże materiał na budowę.  Byłoby wspaniale, gdyby w przyszłym roku rodzina mogła uczcić setne urodziny swojej babci w swoim domu.

W akcji gaszenia domu w Ładach brało udział siedem zastępów straży pożarnej. W przededniu publikacji tego artykułu Gmina Iłów uruchomiła specjalne konto, na które można wpłacać środki na odbudowę domu rodziny Waldemara.

889 010 0006 0002 69 83 3000 0030.

tekst Monika Figut

materiał zebrała Katarzyna Żakowska

foto Katarzyna Żakowska

(Monika Figut)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© tusochaczew.pl | Prawa zastrzeżone