Zamknij

Zima za pasem, a w Iłowie jabłka na drzewach

15:37, 06.12.2018 | P.S
REKLAMA
Skomentuj

Grudzień to czas, kiedy większość z nas podsumowuje mijający rok. Bilans zysków i strat podliczają też sadownicy. Dla nie to nie był udany rok. Drzewa obrodziły w owoce, na przykład jabłka, lecz te zamiast znaleźć się w koszykach klientów, często wciąż zalegają na drzewach.

Jak przyznaje Przemysław Wasilewski radny gminy Iłów, a także sadownik:

- To nie kwestia wyjątkowo udanych plonów. Sytuacja w sadownictwie w tym roku jest ciężka. Zebrane plony są plonami normalnymi, nie mamy do czynienia z klęska urodzaju, tak jak w każdym roku kiedy nie mamy do czynienia z katastrofą klimatyczną. Mamy problem głównie ze sprzedażą owoców w kraju i za granicą. Nikt nie może zagwarantować nam odbioru tego co na drzewach wyrosło

Przeciętny zjadacz jabłek może jednak nie dostrzec problemów, z jakimi zmagają się sadownicy. Ceny jabłek w sklepach raczej się nie zmieniają. Zmieniają się za to ceny w skupach, oczywiście na niekorzyść gospodarstw sadowniczych. 

- O cenie decyduje wolny rynek. Jabłko przemysłowe kosztuje obecnie 8 gr za kilogram. To jabłko na przetwory. Jabłko jakie kupuje się w sklepie ma ceną oscylującą od 50 gr do złotówki. To są jedyne pieniądze jakie otrzymuje polski sadownik. To ceny poniżej opłacalności plantacji.

Niskie ceny skupu powodują też, że gospodarstwa nie mają możliwości zatrudnienia osób do pracy. Ze względu na ten fakt w wielu sadach i w wielu uprawach owoce wciąż są na krzakach. Gospodarze starając się opanować sytuację pozwalają chętnym na zbiór owoców własnoręcznie, ale to bez opłat. Jest to działanie niezbędne, gdyż pozostawienia jabłek czy borówek w obrębie plantacji może źle wpłynąć na przyszłoroczne plony.

Przemysław Wasilewski zwraca uwagę, że:

- Skup interwencyjny, jaki był obiecywany rolnikom nie działa, a co gorsza jabłkami nie są zainteresowane kraje z zachodu Europy, natomiast rynek wschodnioeuropejski polskich owoców już praktycznie nie przyjmuje.

Z tym stanowiskiem zgadza się Sławomir Tomaszewski, przewodniczący rady powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej:

- Jako sadownicy padliśmy ofiara własnego sukcesu. Od czasów wejścia do EU sadownicy mocno inwestowali, mają najlepszy sprzęt i są fachowcami. Dostrzega to cała Unia Europejska. Jednak niskie ceny sprawiają, że rolnicy często nie decydują się na zebranie plonów, co jest marnowaniem plonów i negatywnie wpłynie na poziom przyszłorocznych zbiorów. Powodem tego ma być brak skupów interwencyjnych, które były wcześniej obiecywane.

(P.S)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tusochaczew.pl | Prawa zastrzeżone